Dzisiaj zrecenzuję czarny kryminał. Nie chodzi mi tylko o to, że jego okładka jest czarna :-) Czarny kryminał to taka powieść, której akcja rozgrywa się po jakichś spelunach, prowadzący śledztwo potrafi zachowywać się gorzej od ściganych przez siebie przestępców, a wszystko rozgrywa się w oparach alkoholu. Pewnie dla niejednego z Was takie klimaty brzmią znajomo, szczególnie pod koniec weekendu, dlatego nie przedłużam i przechodzę do pastwienia się nad książką.A więc tym razem nasz parszywy detektyw nazywa się Nick Charles. Żyje sobie w Ameryce lat 30., ciągle liżącej rany po Wielkim Kryzysie. Jako, że to kryminał to długo on tak sobie spokojnie nie pożyje. Pojawia się więc i zgon. Jego ofiarą pada Julia Wolf, sekretarka wynalazcy-czubka Clyde'a Wynanta (trochę polskie to nazwisko, co nie?). Jako, że Nick zna osoby zamieszane w sprawę, sam się do niej włącza (choć początkowo zapiera się przed tym rękami i nogami).
Czytając książkę dobrze się bawiłem. A to za sprawą zabawnych dialogów prowadzonych pomiędzy nie mniej zabawnymi bohaterami. Niektórym mogą się one wydawać banalne, jednak ja uważam, że doskonale budują klimat książki. Jeśli ktoś nie lubi książki złożonej głównie z dialogów to niech lepiej nie sięga po "Papierowego człowieka", gdyż stanowią dobre 2/3 jego objętości. A jak już przeczytałem te wszystkie dialogi i doszedłem do zakończenia to również się nie rozczarowałem. Zaskakujące (choć mnie rzadko kiedy nie zaskakują zakończenia ;-)) i logicznie umotywowane. A o to chyba w tym wszystkim chodzi.
"Papierowy człowiek" to solidny kryminał. Oprócz intrygi znajdziemy w nim również garść informacji o stosunkach społecznych panujących w "pokryzysowej" Ameryce. Bez fajerwerków, ale warto przeczytać.
Plusy:
- klimat Nowego Jorku lat 30.
- barwne postacie
- zarys problemów ówczesnej Ameryki
Minusy:
- eee... "Sokół maltański" był lepszy?
OCENA: 84%
0 komentarze: