Wbrew tytułowi książki o jakiej dzisiaj napiszę, nie zaklinowałem się z recenzjami :-) To będzie już druga w tym tygodniu po recenzji "Każdy umiera w samotności". Czego się nie robi dla wiernych Czytelników. Zapraszam Was do lektury recenzji "Klina" Joanny Chmielewskiej.Joanny Chmielewskiej chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Jedna z najpopularniejszych (o ile nie najpopularniejsza) polskich autorek kryminałów. Twórczyni serii książek o przygodach Joanny (notabene Chmielewskiej). Tłumaczona na wiele języków, ma szerokie grono wielbicieli poza granicami kraju. W Rosji wręcz uwielbiana. I w sumie po lekturze "Klina" nie wiem... dlaczego. Ale po kolei.
Książka rozpoczyna się od rozmowy telefonicznej wcześniej wspomnianej Joanny ze swoją przyjaciółką Haliną. Dość niespodziewanie do konwersacji włącza się nieznajomy człowiek. Joanna zaczyna z nim rozmawiać, w efekcie czego spotykają się jeszcze tej samej nocy. Nieznajomy jest bardzo tajemniczy, nie chce zdradzić nawet swojego imienia. Po jakimś czasie (i kilku kolejnych telefonach), spotykają się po raz drugi. W trakcie tej schadzki mężczyzna nagle wychodzi, nie podając konkretnego powodu dlaczego to robi. Joanna postanawia rozwiązać tajemnicę i poznać jego tożsamość.
"Klin" napisany jest prostym językiem. Bohaterowie rozmawiają ze sobą w ten sam przewidywalny sposób. Nie ma rozmowy bez jakiegoś żarciku. Nie żebym miał coś przeciwko, ale bez przesady, w prawdziwym życiu nie spotykamy samych wesołków. Żeby w kryminale nie było żadnego nieprzyjemnego gbura? Bez przesady... Inną wadą książki jest panujący w niej chaos. Przyznam szczerze, że pod koniec drugiej części wyraźnie się pogubiłem. Co, gdzie i jak? Trzech Januszów w jednej powieści? Nagłe olśnienia głównej bohaterki? Dziękuję, postoję. Poza tym Joanna ma dziwną skłonność do znajomości z ludźmi, którzy akurat znają rozwiązanie jej problemów. Znajomy wojskowy, radiowiec czy dziennikarz, którzy posiadają odpowiedź na nurtujące ją pytanie to chleb powszedni.
Nie podobała mi się ta książka. Nawet bardzo. Spodziewałem się czegoś lepszego po uwielbianej przez szerokie grono odbiorców Chmielewskiej. Wyszło jak wyszło, czyli skrzyżowanie Grocholi z kiepskim kryminałem klasy B. Nie polecam.
Plusy:
- wiem już czego nie czytać
Minusy:
- bałagan w fabule
- nieautentyczne postacie
- znajomi "znikąd" znający potrzebne Joannie informacje
OCENA: 35 %




